Blog o edukacji medialnej, rodzicielstwie i byciu w sieci technologii

Dotrzeć do źródła cyberZŁA

Lubię czytać o zagrożeniach w internecie. Zwłaszcza o hakerach, 12letnich Wojtkach, pedofilii, pornografii i płatnych zabójcach. Zatapiam się w artykułach o niebezpieczeństwach, słowo po słowie, niemalże czuję emocje, adrenalinę i euforię autorów, którzy niczym współcześni kaznodzieje ostrzegają nas przed zgubą.

Źródło: Brad Flickinger CC BY

28 miliony wyników w Google – tyle razy ktoś wspomniał w „polskiej części” sieci o zagrożeniu płynącym z tej sieci. Ogrom z nich to artykuły namawiające do tego, aby z sieci jak najmniej korzystać. Brzmi to dla mnie trochę tak, jakby ktoś na środku cukierni wrzeszczał „Hej cukier nie krzepi! Oszukali Was! On szkodzi!”. Ciekawe ile osób faktycznie przystanie, posłucha, zastanowi się, a później powie „O wiesz co? Masz rację, wcale nie potrzebuję tego świeżutkiego pączka. Pójdę do sklepu obok po seler naciowy!”.

Im więcej zakazów i ostrzeżeń, tym więcej kuszenia.
Im więcej straszenia, tym bardziej to wszystko powszednieje.

Doszłam do wniosku, że większość tego, co jest wymienianie jako zagrożenie, nie jest źródłem, ale efektem. To znaczy, że to nie sama sieć jest zagrożeniem, ale to jaki bagaż w nią wnosimy. Co więc jest źródłem? Gdzie szukać przyczyny? 

Zadziwia mnie to, że nikt, albo naprawdę niewiele osób wspomina, że prawdziwymi zagrożeniami w sieci są:

1. Brak czasu i uważności.

Ile to razy mówisz, a ktoś cię nie słucha? I nie ważne, czy trzyma smartfon, książkę, gazetę, tablet czy gapi się w telewizor lub ścianę. Ile razy sam słuchasz jednym uchem i odpowiadasz zdawkowo, dając pozory uważności. A później słyszysz „Nie słuchałeś!”, „Nie zwracasz na mnie uwagi!”, „Nic o mnie nie wiesz! Nic cię nie obchodzi!” Sądzę, że zwłaszcza rodzice nastolatków często słyszą te słowa. Ale w związkach to też norma, która wcale nie nadeszła wraz z rozwojem technologicznym. Była już tutaj dużo, dużo wcześniej. Jeśli nie dajemy sobie nawzajem czasu, uważności i zainteresowania… to jak dziwić się, że szukamy go u innych ludzi? Złaknieni uwagi dajemy się wkręcić w to, że komuś na drugim końcu kabla (no dobra, fali internetowej) na nas zależy. Bo przecież jednym z zagrożeń internetu są oszustwa, wyłudzenia, porwania itp., prawda? Jednocześnie w tym momencie warto zaznaczyć, że relacje nawiązywane w sieci mają tę samą wartość, co te nawiązywane twarzą w twarz. Serio.

2. Brak edukacji.

Nie wiemy, jako społeczeństwo, co to jest np. smart living, nie wiemy jakich aplikacji można używać, aby ułatwić sobie funkcjonowanie. Nie interesujemy się także tym, jak uczyć dzieci mądrze korzystać z technologii, a spory procent z nas nie ma pojęcia jak powstaje prąd, którego używamy na co dzień do zasilania tych wszystkich fajnych zabawek. Oczekujemy scenariuszy działania, więc różni specjaliści te scenariusze dla nas przygotowują. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie nasz powszechny brak elastyczności, nie dopuszczający żadnych odchyleń od tegoż scenariusza i brak inwencji albo i odwagi, aby samemu takie scenariusze we własnej głowie stworzyć. Więcej rodziców jest zainteresowanych tym, jak kontrolować i ograniczać działania swoich dzieci w sieci, niż tym, jak korzystać mądrze z technologii i jak przekazywać to innym.

3. Brak ciekawości.

Ten punkt wiąże się bardzo mocno z zagrożeniem 2. Żeby chcieć się uczyć, trzeba czuć ciekawość. Bo to ona popycha nas do działania, odkrywania, wymyślania. Pisanie setnych artykułów z okazji „Dnia bezpiecznego internetu” na ten sam, wałkowany od 20 lat temat pt.”Uwaga, niebezpieczeństwo, wyłącz swoje media i uciekaj!”, powoduje zabijanie tej ciekawości. No bo skoro ten internet taki niebezpieczny, to lepiej nie będę się wychylał dalej niż poza insta i fejsika. W efekcie z jednej strony mamy ludzi, którzy nie mają pojęcia o możliwościach jakie daje sieć i technologie, a z drugiej mamy np. nastolatków, którzy drukują protezy ręki dla swojej nauczycielki.

4. Brak silnego poczucia własnej wartości.

Każdy z nas rodzi się z pewnością, że jestem okej taki jakim jestem. 20 lat później zatrważająca większość uważa, że coś jest „nie tak jak powinno” – a to krzywe/zbyt proste nogi, a to za rzadki/gęsty zarost, a to za mały/duży biust, a to za duży cellulit, a to nic nie umiem, nie wiem kim jestem, nie wiem dokąd chcę iść i tak w ogóle to jestem głupi/a. Dorośli bardziej lub mniej świadomie niszczą to poczucie wartości, które mamy. Porównują nas, oceniają, nadają etykiety i wpychają w szuflady, nieustannie sygnalizują, że moglibyśmy robić coś lepiej. I nigdy im nie wystarczy. Efektem jest brak wiary w siebie i swoje umiejętności, a ich efektem ograniczanie swojej aktywności do biernego korzystania z sieci, zarzucanie projektów, nie dawanie sobie szansy.

5. Brak zdrowego egoizmu i empatii. Brak szacunku do siebie i do innych.

Można odmówić, jeśli coś nam nie odpowiada. Możecie nie zdawać sobie sprawy, jak wielu ludzi ma z tym problem, i jednocześnie wielu wydaje się, że asertywność to bycie chamskim. I tym sposobem otaczają nas tłumy, które uważają, że nie można mówić „Nie” – sami mają problem, żeby odmówić(mimo że bardzo by chcieli), jednocześnie wymagając, aby inni również nie odmawiali.

6. Brak poczucia wspólnoty.

Ludzie w swojej historii wielokrotnie pokazali, że umieją walczyć razem dla wspólnej sprawy. W ciągu ostatnich lat nie raz media społecznościowe pomogły im zrzeszać się i działać. Jednocześnie wiele apeli pozostało bez lub ze znikomym odzewem. Nie jeden pomyślał „mnie to nie dotyczy”, „boję się reagować”, „on jest gorszy ode mnie, nie muszę mu pomagać” itp. Wiele mówi się o hejcie i mowie nienawiści (to nie jest to samo, pamiętajcie!) – gdyby każda jego ofiara miała wsparcie najbliższego otoczenia, być może do wielu tragedii by nie doszło.


Efekt tego wszystkiego to ofiary niebezpiecznych kontaktów, cyberprzemocy, hejtu, szkodliwych treści, sekstingu, biernego „scrollowania tablicy i stories, nieprzemyślanych publikacji, nieświadomości rozwoju technologicznego, nieumiejętności filtrowania informacji, poddawania się wpływowi, cyberprzestępczości np. tabnabbingu, kradzieży tożsamości, włamań na konta itd.itd.itd.


Nie wiem, czy zauważyliście, ale wszystkie zagrożenia, które wymieniłam w tych sześciu punktach, to „zjawiska” występujące w tym, co wielu określa tzw. REALEM. Nie ma już czegoś takiego, jak podział na świat realny i wirtualny, online i offline. Te światy się przenikają, tworząc jeden wspólny. Najbardziej prozaiczny przykład? Kiedy pokłócisz się z kimś na messengerze, to po chwili będziesz jakby nigdy nic rozmawiał z tą osobą twarzą w twarz? A Twoje zakupy zamówione na allegro, to zjawiają się tylko jako obrazek na mailu, czy jednak dostajesz je do domu i możesz ich dotknąć?


Czas zrozumieć, że w sieci nie jest to, co samo się wyczarowuje, ale to co do niej włożymy. Prawdziwe zagrożenia tworzymy my, ludzie, na długo przed zalogowaniem się.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *