Sharenting to nie tylko zdjęcia

Dziś opowiem ci o czymś gorszym niż zdjęcie czy film, na którym jest twoje dziecko. Opowiem ci o czymś, czego twoje dziecko, gdyby wiedziało, nigdy by ci nie wybaczyło.

Pisanie o sharentingu w odsłonie “zdjęciowej” nie było trudne. Negatywnych przykładów w sieci jest dużo, badań na ten temat też trochę, wypowiedzi ekspertów i influenserów wystarczająco, aby z tego wszystkiego napisać zgrabny tekst. Zastanowienie się nad “złotym środkiem” też nie było tak trudne, bo sama praktykuję ten “środek”. Jak to jednak często bywa, gdy pisałam, naszła mnie dygresja. Bo co jeśli ty Justyna także patrzysz tam, gdzie patrzy większość? Co jeśli tak jak oni, nie dostrzegasz istoty problemu?

Zdjęcia dzieci, które zamieszczają dorośli w większości znanych nam przypadków wydają się dość niewinne. Ot, dziecko je tort, buja się na huśtawce, to się uśmiecha, to bawi, to idzie na bal, a tu na egzamin, itp.itd. Nie analizujemy tego typu zdjęć, raczej (choć oczywiście wybaczcie, jeśli się mylę, oskarżając was o niedostrzeganie artyzmu babyspamu) odbieramy te zdjęcia jako ładne/nieładne/nieinteresujemnieto. Nie zastanawiamy się nad tym, kim jest to dziecko, co lubi, czego nie, jakie ma zainteresowania i marzenia, co je boli, co robi, a czego nie.

Ale czy jest okej, kiedy ktoś mówi o tym, kiedy miałaś pierwszy okres? O tym, kiedy był twój pierwszy raz? Albo o tym, że dziewczyna cię rzuciła i płaczesz w poduszkę? A jak byś się czuł/a, gdyby ktoś mówił o tym, że masz depresję i chodzisz na psychoterapię, albo o tym że nie zmywasz naczyń i że tak generalnie to się na tobie zawiódł? Co byś pomyślał o osobie, która wyśmiewa twoje zainteresowania, orientację, a także to jakich partnerów sobie wybierasz? Opowiada, jak to sprawiasz same problemy oraz że jesteś skryty i nieśmiały, i nikt cię nie lubi, albo o tym że nie radzisz sobie z emocjami i zdarza ci się krzyczeć? Nie ma oporów, aby opowiadać o tym co jesz, kiedy chodzisz spać, kiedy wstajesz, w co się ubierasz, w co się ubierać nie chcesz, jak bardzo nie akceptujesz swoich piersi, jakiej muzyki słuchasz, jak spędzasz wolny czas. I wszystko to ocenia, ocenia i ocenia. Mówi o tym wszystkim swoim znajomym, kiedy spotka ich na ulicy, mówi o tym nieznajomym, na grupie na fejsbuku. Grupie często liczącej od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Ludzi, których nie kojarzysz nawet po avatarze.

Nie byłoby ci miło, co? Mi też nie. 

Wyobraź sobie teraz, że to co opisałam to tylko kropla w morzu informacji na temat dzieci, które rodzice zamieszczają w sieci. Mogę bez problemu namierzyć po imieniu i nazwisku tę nastolatkę z okresem i tego nastolatka z depresją. Mogę napisać do niego “Hej, słyszałam, że wczoraj chciałeś się zabić?”, albo do niej “Polecam ci te fantastyczne tampony!”

To nie jest w porządku. To jest ten rodzaj sharentingu, o którym powinniśmy mówić w kółko i w kółko, bo publikowane zdjęcia są częścią o wiele szerszego zjawiska Przypomnijmy raz jeszcze definicję. 

Sharenting to bezrefleksyjne udostępnianie w mediach społecznościowych przez rodziców zdjęć, filmów i innych informacji na temat ich dzieci.*

To co piszą rodzice na temat swoich dzieci, jest dla mnie porażające i pokazuje jak bardzo wielu z nich wciąż nie traktuje dziecka jako drugiego człowieka, który zasługuje na szacunek. Zdradzanie informacji dotyczących życia codziennego, intymności, prywatności dziecka, słów jakich używa, problemów, które porusza jest zdradzaniem bliskiej osoby, drogi rodzicu. 

Jak więc rozmawiać, aby wszystko było w porządku?

Wielu z was powinno sobie gruntownie przemyśleć co pisze, w jaki sposób to robi i czy udzielona informacja może jednak kiedyś się nie obróci przeciwko wam i waszym dzieciom.

1. Nigdy nie mówcie skrycie tego, czego nie bylibyście w stanie powiedzieć komuś twarzą w twarz.

2. Nigdy nie piszcie o swoim dziecku pod wpływem emocji i tylko dlatego, że jesteście wkurzeni.

3. Nigdy nie opisujcie problemów swojego dziecka wprost, nauczcie się formułować swoje myśli i pytania tak, aby przypadkowa osoba nie wiedziała, że chodzi o wasze dziecko.

3. Nie wolno wam mówić wszystkim dookoła o najintymniejszych kwestiach swoich dzieci bez zgody tych dzieci!!!!! Absolutnie nie wolno!!! Nie wolno rozmawiać o okresach, polucjach, seksach, problemach z psychiką i tym, że nie lubi jeść papryki. Nie to nie jest urocze, nie to nie jest fajne, nie to nie jest normalne.

4. Nie chowaj się za źle rozumianą przez ciebie troską. Jak masz poważny problem z dzieckiem, wybierz się do kompetentnych osób, z którymi porozmawiasz o tych problemach – psychologów, pedagogów i innych “-gów” – darmowych poradni i przychodni jest od groma. Grono przypadkowych ludzi to nie terapeuci i lekarze. 

Ale znów nie byłabym sobą, gdybym nie starała się znaleźć balansu, elastyczności.

To, że na grupie mamuśkowej napiszesz “boże, jak mam dosyć tego mojego berbecia”, a za x lat napiszesz na grupie rodzicielskiej “boże, jak mnie ten mój nastolatek wkurza”, to nic złego. To samo mówisz swoim dzieciom w twarz, żadna tajemnica. Ale tak na poważnie – nie jest też niczym złym, jeśli opiszesz jakąś hipotetyczną sytuację i zapytasz innych ludzi, co o tym sądzą, co oni by zrobili itp. Nikt nie ucierpi, gdy swojej grupie wsparcia opowiesz o tym, że miałaś ciężki dzień z dzieckiem itp. Nie ma też nic złego, gdy powiesz na grupie, jak bardzo jesteś dumna/y z zachowań swojego dziecka, choć nie powiem, umieszczanie zdjęć dyplomów i innych dokumentów z pełnymi danymi dziecka, tak że wiem nawet, do której klasy i szkoły chodzi, nie jest okej. Absolutnie o wszystkim można rozmawiać bez wrażliwych szczegółów, tylko trzeba się zastanowić nad tym, jak ubrać swoje myśli. I o to właśnie mi chodzi. Rozmawiać o rodzicielstwie w zaufanym gronie, które później nie wyjedzie dziecku z tekstem “Wiesz, słyszałam od twojej mamy, że z tobą to cały czas jest coś nie tak.” I rozmawiać z szacunkiem o tych dzieciach. 

Dotyczy to rodziców dzieci i nastolatków. Nie jesteście właścicielami swoich dzieci i nie macie prawa do dzielenia się z całym światem ich prywatnymi przeżyciami i doświadczeniami. Nie chodzi o to, aby nie rozmawiać o rodzicielstwie, ale zamiast pisać np.

“Mój syn Mateusz Kułakowski, lat 15, mieszka ze mną i moim mężem, (który tak w ogóle nic nie robi w domu), w pokoju obok łazienki (obaj jej nie sprzątają), na lewo od mojego psa i na prawo od sofy, na której siedziała kiedyś moja babcia Genowefa, ale dzisiaj należy do mojej teściowej, której tak w ogóle nienawidzę, i wyobraźcie sobie, że ten mój nastolatek nie lubi się uczyć i nie wie, kim chce być w przyszłości, co mam z tym zrobić, żeby częściej zmywał naczynia?”

można zapytać

“jakie są wasze pomysły na zachęcenie dzieci do brania udziału w obowiązkach domowych? jak pomóc dzieciom w nauce?” “Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie?”, “Jak radzić sobie ze swoimi emocjami, kiedy dziecko głośno protestuje?” i tak dalej, i tak dalej.

Zanim napisałam tego posta, spędziłam 2 tygodnie na 37 rodzicielskich grupach. Skala problemu jest ogromna. Ogromna. Rodzice nie mają najmniejszych oporów, aby konsultować ze społecznością internetową kwestie dotyczące ich dzieci. Na prawo i lewo zdradzają takie szczegóły z życia, że bez problemu mogłabym pisać charakterystyki ich dzieci i zakładać kartotekę. 

Gdyby te dzieci się o tym dowiedziały, poczułyby się bardzo zdradzone, zranione i skrzywdzone. I miałyby rację.

Gdyby się dowiedziały, nie rozumiałyby “dlaczego?” i miałyby rację.

Gdyby wiedziały, przestałyby ufać i miałyby rację.

Gdyby wiedziały, obraziłyby się i miałyby rację.

Zranione dziecko nie przestaje kochać osoby, która je skrzywdziła. Przestaje kochać same siebie. Pamiętajcie o tym. 

Tak jak nie wolno czytać pamiętników swoich dzieci, tak nie wolno mówić o ich intymności byle komu. Dziecko ma prawo do prywatności. Dziecko ma prawo do tego, aby każda informacja o nim była poufna. Jeśli nie wiesz, czy to co chcesz powiedzieć, jest okej, to zastanów się, jakbyś się poczuł/a, gdyby tę informację powiedział ktoś inny, ale o tobie. 

Niby takie proste, a jednak nie. 

PS w sieci jest ogrom wartościowych grup i fanpejdży, które w bliskościowy sposób wspierają rodziców w tym, aby sami umieli być blisko swoich dzieci. Warto do nich zajrzeć

*nowewyrazy.uw.edu.pl/haslo/sharenting.html

Pierwsza część rozważań o sharentingu, dotycząca publikacji zdjęć i filmów -> TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *