Sharenting, czyli jak bardzo krzywdzisz swoje dziecko, gdy publikujesz… Część 1.

Hasło publikowania wizerunku dzieci budzi rozmaite, często sprzeczne emocje. Z jednej strony mamy niektórych badaczy społecznych, którzy grzmią „przestańcie publikować zdjęcia swoich dzieci!”. Obok nich stoją rodzice-blogerzy-influenserzy, którzy mówią „nie pokazuję w sieci twarzy swojego dziecka”, chociaż niektórzy ich fani dopytują „dlaczego tego nie robisz?”. I wreszcie tych, którzy mówią „szanuję to, ja też tego nie robię”. Z drugiej strony „barykady” są ci, którzy po prostu publikują zdjęcia swoich dzieci w różnych sytuacjach, od czasu do czasu, następnie ci, którzy robią to notorycznie, a na końcu tacy, którzy robią to patologicznie. Jaka zatem powinna być odpowiedź na pytanie, czy możemy publikować wizerunek swoich dzieci? Czy może być jednoznaczna? Zanim spróbuję udzielić odpowiedzi, chciałabym, abyście razem ze mną spróbowali przeanalizować temat.

Czym jest sharenting i czy każde zdjęcie dziecka w sieci opublikowane przez rodzica zalicza się do tego zjawiska?
Definicja mówi jasno:
Sharenting to bezrefleksyjne udostępnianie w mediach społecznościowych przez rodziców zdjęć, filmów i innych informacji na temat ich dzieci.*

Kluczowe jest tu słowo bezrefleksyjne.

Co znaczy robić coś bezrefleksyjnie? Robić coś bez refleksji, a czym jest refleksja?
Refleksja to
1. «głębsze zastanowienie się nad czymś, wywołane silnym przeżyciem»
2. «myśl lub wypowiedź, będąca wynikiem takiego zastanowienia się»
3. filoz. «zwrócenie się podmiotu myślącego ku własnej aktywności»
4. filoz. «czynnik aktu świadomości stanowiący o tym, że spełniając go, uprzytamniamy sobie jego zachodzenie»**

Bezrefleksyjne zdjęcia i filmy to według mnie takie, których publikacja może wyrządzić dziecku szkodę – skrzywdzić je. I tu będą absolutnie wszystkie zdjęcia, które ośmieszają dziecko np. pozorowanie sytuacji jakoby dziecko zasnęło przy butelce piwa, roznegliżowane zdjęcia, także te, na których dzieci są przebrane w prześmiewcze stroje, wszelkie filmy, na których ktoś wyśmiewa dziecko i jego wygląd, czy reakcje (np. cheese challenge w czasie którego rodzice i inni rzucali małym dzieciom w twarz serem). Przykłady moglibyśmy mnożyć. Wszystkie one są jednoznacznie złe. Każdy, kto uważa inaczej, nie ma szacunku do swojego dziecka.

No dobra, ale co z tymi, którzy publikują zdjęcia czy nagrania, na których dzieci nie są ośmieszane i źle traktowane? Warto pochylić się nad tym, dlaczego to robią.
Powody, które mi przychodzą do głowy to:

1. Mój nowy świat
Zauważcie, że ci, nazwijmy ich roboczo, normalni rodzice, publikują zdjęcia swoich pociech, gdy te są małe – narodziny, pierwsze kroki, pierwszy ząbek, pierwsze słowa, spacer, zabawa, itp. itd. Świeżo upieczone rodzicielstwo to coś, co bardzo odmienia życie człowieka. Jest czymś totalnie nowym. Rodzice zaś kochają swoje dzieci i są z nich dumni, a będąc istotami społecznymi, chcą dzielić się ze swoimi znajomymi, tym co w ich życiu się dzieje. Małe dzieci wypełniają większość doby, więc siłą rzeczy u wielu rodziców to dzieci są głównym wątkiem ich życia. W zupełności rozumiem tę potrzebę. Tworzymy coś w rodzaju rozszerzonego albumu i jest to naturalne. Bardzo często czytam komentarze typu „Nie rozumiem, po co oni publikują te zdjęcia, jak chcą je pokazać rodzinie, to mogą je wysłać, albo zaprosić do domu do oglądania albumu!”. Zawsze mam ochotę odpowiedzieć wtedy – a po co korzystasz z mediów społecznościowych? Jak chcesz z kimś pogadać, to go odwiedź w domu. 
Ludzie publikują zdjęcia, bo mogą, po prostu. Dzielą się swoim życiem, bo chcą.

2. Potrzeba zaznaczenia „Hej, ja też żyję ciekawie!”
Niestety zdarza się tak, że część czuje presję zaznaczania, że ich życie jest równie pasjonujące, co innych znajomych, którzy np. podróżują. Kiedy ja widzę zdjęcia z podróży moich znajomych, zawsze się uśmiecham. Śmieję się, że są moim oknem na świat, bo sama jeszcze długo nie odwiedzę miejsc, w których oni są. Nie czuję zazdrości, zawiści, nie życzę im źle, tylko dlatego że mogą podróżować w odległe zakątki, a ja nie. Wiem jednak, że są ludzie, którzy widząc takie zdjęcia, czują żal, smutek i rozgoryczenie. Wiem, że część rodziców właśnie z tego powodu publikuje dużo zdjęć swoich dzieci, często stylizowanych (albo i nie), aby wykreować obraz jakoby w ich życiu też dużo się działo. Motywacja ta nie dotyczy tylko i wyłącznie rodziców. Dotyczy każdego, kto mając niskie poczucie własnej wartości, próbuje zwrócić na siebie uwagę innych ludzi. Stąd kreacje na instagramie i szerzący się pogląd, że jeśli ktoś jest szczęśliwy na zdjęciu, to na pewno kłamie. 

3. Po prostu
A dla niektórych to po prostu część ich życia taka sama jak bywanie w różnych miejscach, spotkania z przyjaciółmi i rodziną itp. Po prostu. Wklejają zdjęcie/film, bo mogą, nie są one ośmieszające, bo nie czują, aby chcieli swoje dzieci ośmieszyć itd.itd.

4. Publikacja w wyższym celu
Kojarzycie coroczne akcje 1% podatku albo zbiórki na np. siepomaga dla chorujących dzieci? Ich rodzice publikują ich wizerunek na ulotkach, prowadzą konta na Instagramie, prowadzą fanpejdże na Fejsie, prowadzą blogi – w mediach społecznościowych pokazują jak wygląda ich życie, jak wygląda leczenie, a czasem pokazują rzeczy, które dla wielu mogą być przekroczeniem granicy. Ale czyjej granicy? Czy ich też jednoznacznie określilibyśmy sharentingowcami? Czy jednak ich postępowanie, choć często bardziej naruszające prywatność dziecka niż zamieszczenie zdjęcia uśmiechniętego bobasa, jest moralnie usprawiedliwione wyższą potrzebą? Mielibyście śmiałość powiedzieć im prosto w twarz, że nie wolno im publikować ani jednego zdjęcia ich dzieci? Że nie powinni opisywać ich codzienności, BO NIE? Że krzywdzą swoje dzieci, udostępniając ich wizerunek? 

Mam poczucie, że znów, jak to przy wielu tematach związanych z technologiami i mediami, wrzucamy wszystko i wszystkich bezrefleksynie do jednego wora z napisem „szkodliwe zachowania”. 

Dziecko jest podmiotem i ma prawo do prywatności

Oczywiste, jest podmiotem. Ale zagadnienie prywatności jest nieoczywiste. Bo po pierwsze, kiedy zanim wpakujemy się w korzystanie mediów społecznościowych warto, abyśmy zastanowili się, czym jest dla nas prywatność – nasza prywatność i prywatność innych ludzi. A po drugie jak to wszystko ma się do reklam, które oglądasz, albo filmów, w których występują dzieci? Ktoś mógłby odpowiedzieć „okej, ale to są dzieci innych rodziców, nie moje, moich pokazywać nie będę”. I dobrze, nikt cię do tego nie namawia. Skoro jednak usprawiedliwiasz swoje zachowanie (oglądanie filmów, w których występują dzieci, przeglądanie gazetek, w których występują dzieci itp.), bo to czyjeś dzieci a nie twoje, to czemu oceniasz negatywnie innych rodziców z twojego fejsbukowego czy instagramowego świata, którzy pokazują swoje dzieci? Takie podejście to hipokryzja, chociaż szukałam lżejszego słowa. No i czy na pewno pokazywanie kogoś na zdjęciu jest nietraktowaniem tej osoby podmiotowo?Możemy też podyskutować nad tym, jak by wyglądał świat, gdybyśmy z absolutnie wszystkich przedstawień człowieka usunęli wizerunek dziecka. Tak, z dzieł malarskich też, bo obrazy kiedyś były tym, czym dziś jest zdjęcie. Pomyśl o tym.

Jak zatem postępować?
1. Jeśli nie chcesz pokazywać zdjęć/filmów z twarzą swojego dziecka w sieci, to masz do tego absolutne i niezbywalne prawo. Nie oceniaj jednak innych, którzy to robią, jeśli w związku z tymi publikacjami obiektywnie dziecku krzywda się nie dzieje.

2. Jeśli nie masz dzieci, a twoi znajomi mają i je pokazują na fejsie, a ciebie to strasznie irytuje, zastanów się dlaczego. Zaznaczę, że każda nasza publikacja w sieci może kogoś irytować. Ten post może kogoś irytować, czy więc nie powinnam go publikować, bo komuś może być z tego powodu źle? Jeśli któryś z twoich znajomych przesadza z częstotliwością, to zwróć mu na to uwagę, bez względu na to czy na zdjęciu jest dziecko, podróż, kot albo jogurt. A jeśli nie chcesz zwracać mu na to uwagi – zamiast pisać gdzieś na grupach komentarze pt. „jak mnie takie zachowanie wkurza” i wylewać frustracje, wejdź w ustawienia fejsbuka i zaznacz „przestań obserwować”. Problem sam się rozwiąże.

3. Jeśli chcesz publikować wizerunek swojego dziecka, zwróć uwagę na kilka kwestii:
– czy to, co chcesz pokazać, nie jest setnym zdjęciem i filmikiem twojego dziecka? Ciężko opisać, jaka częstotliwość jest dobra, a jaka zła. Myślę, że dobrą wskazówką będzie zwrócenie uwagi na to co publikujesz – czy to są tylko i wyłącznie kwestie związane z twoim dzieckiem, czy może coś jeszcze? Jeśli głównie jest tam twoje dziecko, to pomyśl dlaczego i czy jest ci z tym okej?
– czy to, co chcesz opublikować, ma sens i dlaczego chcesz to opublikować? Czy jest to np. 25. zdjęcie obiadku, czy jest to publikacja twojego dziecka, które je dlatego, że chcesz zwrócić uwagę innych rodziców na promowany przez ciebie sposób żywienia dzieci? Albo czy jest to setne zdjęcie ze spaceru, promujesz aktywność i fajne spędzanie czasu z dzieckiem? I wiesz co jest w tym najciekawsze? I jedna i druga opcja jest ok według mnie. Chodzi o to, aby wiedzieć dlaczego coś robisz i czy widzisz w tym sens. TY, nie ktoś inny
najważniejsze – czy to w jaki sposób twoje bądź czyjeś dziecko jest przedstawione na zdjęciu lub filmie w żaden sposób nie okazuje mu braku szacunku i nie kreuje go na kogoś, kim nie jest, albo nie wymusza na nim pewnych postaw. Przykładem jest doroczne prezentowanie świadectw z paskiem, albo zdjęć, na których dziecko według rodzica wygląda lub zachowuje się idealnie (idealna fryzura, waga, strój, otoczenie itp.) Rodzice robią to z dumy, ale część z nich nie zastanawia się nad tym, że w przyszłości może (ale nie musi) to wywierać na dzieciach presję, aby cały czas być najlepszym dla samego faktu „aby rodzice byli ze mnie dumni”. Zresztą dzieci w wieku szkolnym są już tak świadome, że absolutnym obowiązkiem rodzica jest zapytanie dziecka o zdanie, czy zgadza się, aby świadectwo i inne sytuacje związane z dzieckiem publikować
– przy publikacji każdego zdjęcia lub filmu z dzieckiem zastanów się, jakbyś się czuł/a, gdybyś to ty był/a na miejscu dziecka. Czy byłoby ci z tym okej?
– zwracaj uwagę na ustawienia prywatności. Na instagramie wszystkie zdjęcia są publiczne, jeśli nie masz ustawionego konta jako prywatnego. Jeśli chcesz zamieścić zdjęcie/film ze swoim dzieckiem jako publiczny, zastanów się dlaczego chcesz, aby tak było i jakie może to mieć pozytywne i negatywne konsekwencje
– złotym środkiem między totalnym niepublikowaniem wizerunku dziecka, a publikowaniem, są np. zdjęcia na których nie widać twarzy dziecka. Wierz mi, że wiele ujęć można zrobić tak, że wciąż oddają to, na czym ci zależy, ale nie pokazują twarzy. Być może dla ciebie będzie to idealny kompromis między brakiem pewności czy robisz słusznie, a potrzebą podzielenia się czymś i kimś ze swoim światem?


A żeby nie było, że wymyślam rozwiązania bez sprawdzenia, czy moje propozycje w ogóle działają, opiszę krótko, jak to wyglądało u mnie. A mam trójkę dzieci. 
Kiedy urodziło się moje pierwsze dziecko, chciałam dzielić się macierzyństwem ze swoimi znajomymi. Była to dla mnie nowość, a grono znajomych nieduże. Częstotliwość określiłabym na umiarkowaną, aczkolwiek z zewnątrz ktoś mógłby o mnie powiedzieć „ewidentnie świeżo upieczona matka, której życie zdominowało dziecko”. Niedługo później urodził się mój syn i choć jego twarz również pokazywałam w sieci, ale nie było to już tak częste jak przy pierwszym dziecku. Sama siebie pytałam – dlaczego? I jedyną moją odpowiedzią było „po prostu nie mam już takiej potrzeby”. Z czasem publikacje zdjęć robiły się coraz rzadsze i były bardziej sytuacyjne, niż „portretowe” – a to gdzieś pojechaliśmy, a to coś zobaczyliśmy, a to gdzieś byliśmy, coś jedliśmy, kogoś odwiedziliśmy. Jeśli pokazywałam jakieś zdjęcia, zawsze zastanawiałam się nad sensem ich publikacji i wielokrotnie z niej rezygnowałam. Tak samo było też, gdy urodziło się moje trzecie dziecko. Pokazałam swoją córkę, bo byłam dumna z tego, że ją mam. I choć wciąż zamieszczałam zdjęcia dzieci na swojej tablicy czy insta, to zaczęłam się zastanawiać, czy wciąż tego chcę, jednocześnie przyglądając się zdjęciom autorstwa mojego męża. Grzegorz jest zwolennikiem pilnowania prywatności dzieci i 99,99% jego zdjęć nie ukazuje wyraźnie twarzy naszych dzieci. 
Zauważyłam dosyć niedawno, że nie mam już takiej potrzeby pokazywania moich dzieci, że jak najbardziej pasują mi ujęcia, kiedy nie widać ich twarzy, a sam kontekst ukazany na fotografii jest wystarczająco ciekawy. Po drugie, wraz z coraz większym moim zaangażowaniem w realizowanie moich pasji, moje grono znajomych na facebooku i instagramie zaczęło się powiększać. Przy publikacji czegokolwiek zaczęłam odczuwać dyskomfort pt.”Czy na pewno chcesz, aby wszyscy to zobaczyli?”. Zaczęłam jeszcze ostrożniej wybierać zdjęcia.


Jak widzisz, w ciągu pięciu lat zaszła duża zmiana w moim podejściu.  Jednocześnie wciąż uważam, że sporadyczne udostępnianie zdjęć czy nagrań, nawet tych z widoczną twarzą waszych dzieci, przy zachowaniu refleksyjności nad tym co robimy, nie jest szkodliwe i nie sprawi, że wasze dzieci do końca życia nie wybaczą wam zdjęcia uśmiechniętego bobasa.


Przede wszystkim jednak podkreślam, że racjonalni rodzice nie robią krzywdy swoim dzieciom tym, że pokażą ich twarz. Tak samo jak podkreślam to, że racjonalni rodzice, którzy NIE pokazują twarzy swoich dzieci, nie robią tym komukolwiek krzywdy. Ani jedni ani drudzy nie są lepsi. Kierują się po prostu innymi wartościami.

Nie zgadzam się z osądem, jakoby publikacja ładnego, normalnego zdjęcia, była okazaniem braku szacunku dziecku. Tępić powinniśmy te zachowania, które ewidentnie brakiem szacunku są i o nich będę pisać w następnym poście, w którym opiszę i powiem co sądzę, o drugiej części definicji, czyli o bezrefleksyjnym udostępnianiu informacji dotyczących dzieci. Wbrew pozorom, ta część zagadnienia jest trudniejsza i naawet badacze się nad nią nie pochylają.

Do usłyszenia!

PS niedługo ruszam z newsletterem 🙂

PS2 na każdym zdjęciu wystąpiła autorka, czyli ja

PS3 wykorzystywanie wizerunku dzieci w celach komercyjnych uważam za materiał na inny post, stąd nie poruszałam go w powyższym

*http://nowewyrazy.uw.edu.pl/haslo/sharenting.html

**https://sjp.pwn.pl/sjp/refleksja;2573649.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *