Blog o edukacji medialnej, rodzicielstwie i byciu w sieci technologii

Małe dziecko i technologie

Może tablet? Albo smartfon, albo komputer. Najczęściej jest to tablet – bo duży i fajnie się klika. Smartfon też, ale nie tak często, bo najczęściej to nasze smartfony, z którymi ciężko się rozstać i w małe słodkie, lepkie i często niedelikatne paluszki przekazujemy je w ostateczności, aby uspokoić rozedrgane z nerwów pacholę. 

Jak to jest z tym tzw. czasem ekranowym? Dwie godziny dla dwulatka? Trzydzieści minut dla sześciomiesięczniaka? Czy radykalniej – nic kompletnie aż do ukończenia dwunastego roku życia? Różne towarzystwa pediatryczne różnych krajów wypowiadają się różnie na ten temat, nietrudno te dane znaleźć w sieci. Ale zapominają o jednej ważnej kwestii – kontekst. Kontekst mili państwo! To słowo chyba stanie się moim hasłem przewodnim. No więc krótko i na temat.
Jeśli zastanawiasz się ile czasu twoje małe dziecko (małe a więc zakładam, że jakoś tak do rozpoczęcia podstawówki) może spędzić przed lub z tabletem, smartfonem, komputerem a także telewizorem, bądź słuchając radia, czy innej muzyki, to odpowiedz sobie najpierw na pytanie – jak spędziło dzień? Czy ten dzień był aktywny? Czy dziecko było na solidnym spacerze? Czy się wybawiło, wyskakało, czy czytało dziś książkę, czy bawiło plasteliną i innymi rozwijającymi motorykę zajęciami? Czy jesteś – ty rodzic – obezwładniony chorobą lub stresem? Itp, itd. Jeśli tak, to odpowiedź jest prosta – twoje dziecko spokojnie może skorzystać z tabletu/smartfonu/tv/itp. Ile czasu? Adekwatnie do czasu poświęconego na inne zajęcia i przede wszystkim niezaburzającego rytmu dnia.
Jeśli zamierzasz dać dziecku do ręki któryś z tych cudów technologii, zadbaj o to, aby aplikacje do których ma ono dostęp, były odpowiednie do jego wieku. Raz nam się zdarzyło, że nasza, wtedy trzyletnia, córka trafiła, serfując po Youtubie bez naszej kontroli, na jakiś filmik z rzeźni. Na szczęście szybko zareagowaliśmy i niewiele zobaczyła, ale to było wystarczające ostrzeżenie dla nas. I nie, nieprawda, że aplikacje muszą być edukujące. Jasne, fajnie gdy są, jest ich tyle, że naprawdę można dzieciom pokazać mnóstwo fajnych rzeczy, ale nie trzeba. Jak dziecko pogra w jakąś prostą grę, to trzecia ręka mu od tego nie wyrośnie, mniej mądre niż geny przewidują też nie będzie. Spójrz tylko, aby nie były (te gry, nie dzieci) agresywne i obsesyjnie pstrokate. Przebodźcować dziecko czymś takim jest bardzo łatwo.
Co najważniejsze? Staraj się brać czynny udział w tym co dziecko robi z danym narzędziem. Nawet jeśli siedzi i ogląda bajkę, to rozmawiaj z nim o tym, co widzi, co słyszy i co to wszystko znaczy. Dzieci uczą się m.in. poprzez rozmowę z nami, nie przez ekran. Fajnie jest wykorzystać ten fakt.
Innym pytaniem jest, czy w ogóle jest sens, czy powinno się pozwalać na kontakt małego dziecka ze smartfonami, telewizją i tabletami. Ta kwestia jest cholernie dyskusyjna, pozwolę sobie więc przekazać, jakie jest moje zdanie na ten temat.
Uważam, że maluchom, które jeszcze nie mówią wszystkie te zdobycze technologiczne nie są potrzebne, w nadmiarze (generalnie wszystko co w nadmiarze) mogą być szkodliwe i opóźniać rozwój lewej półkuli, co później skutkuje tłumami w gabinetach logopedycznych. Mamy tyle fajnych rozwiązań, gier, zabaw, zabawek dla maluchów, że technologie tego typu wydają mi się być zbędne. Zwłaszcza, że małe dzieci najbardziej potrzebują kontaktu z mamą i tatą. Kiedy jednak dziecko zaczyna mówić, mówi już swobodnie i jest statystycznym trzy -czterolatkiem sądzę, że można, nie trzeba, ale można bez większej szkody włączyć w rytm dnia bajki, tablety czy inne spotifaje i radia. O tym w jaki sposób to robić, aby było fajnie, przyjemnie i czasem z pożytkiem napiszę niedługo.
Kontekst. Pamiętajcie o kontekście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *