„Czytałam messengera mojego nastolatka i zobaczyłam, że…”

Są rodzice, którzy biorą telefon swojego dziecka i go przeglądają. Od deski do deski. Czytają wiadomości, które wysyłają ich dzieci i te, które te dzieci dostają. Są tacy, którzy przeszukują dzieciom szufaldy i inne zakamarki pokoju, bo wiedzą, że ich dziecko prowadzi pamiętnik, a oni ten pamiętnik chcą przeczytać. Uważają, że mają prawo, bo się… troszczą.

Źródło: https://www.goodfreephotos.com/

Ich działania podyktowane są strachem,  a także tym co rozumieją jako troskę, miłość i rodzicielstwo. Czują, że muszą mieć kontrolę nad tym co dzieje się w życiu ich dzieci, tłumacząc, że chcą je chronić przed różnymi zagrożeniami. Przede wszystkim jednak takim działaniem realizują swoją potrzebę spokoju, bezpieczeństwa oraz kontroli otaczającej ich rzeczywistości. „Bo co jeśli coś przeoczę? Nie zauważę, a on trafi w złe towarzystwo?” „Co jeśli zrobi sobie krzywdę? „Co jeśli…?” W pierwszym odruchu chciałam pisać posta, który karciłby z góry na dół rodziców, którzy postępują w ten sposób. Ale kiedy właśnie uświadomiłam sobie, jakie potrzeby ci rodzice realizują, pomyślałam, że jestem w stanie zrozumieć, co nimi powoduje. Większość rodziców kocha swoje dzieci. Działają w dobrej wierze, ale często brakuje im narzędzi, dzięki którym ich relacja z dzieckiem byłaby dobra i silna, a potrzeby obu stron zaspokojone. Niestety, muszę ostrzec – tak rozumiana kontrola, troska i opieka owszem ochroni spokój rodzica pt. „wypełniam swój obowiązek”, ale na dłuższą metę prowadzą do zniszczenia relacji. Dziecko przestaje rodzicom ufać, a oni ze zdziwieniem odkrywają po latach, że tak naprawdę, to nie wiedzą o swoim dziecku nic. Zdezorientowani pytają „Co zrobiliśmy źle? Gdzie popełniliśmy błąd?”.

Błędem jest brak relacji. Jeśli musisz ukradkiem naruszać prywatność swojego dziecka (a ma ono do niej 100% prawa, tak jak ty rodzicu) lub oczekujesz, że będziesz miał wgląd we wszystko, co robi, pisze i mówi dziecko, to mówiąc krótko – wasza relacja szwankuje. Moglibyśmy długo debatować nad tym dlaczego, ale to nie post o tym. W skrócie – w poprawnej, zdrowej, dobrej relacji funkcjonują trzy światy – twój, jego/jej i wasz wspólny. Dotyczy to związków, małżeństw, całych rodzin i relacji  rodzic-dziecko. Wstęp do twojego świata mają inni wtedy, gdy sam/a ich do tego świata wpuścisz. Dlaczego więc oczekujesz, że masz prawo pakować się do świata innej osoby bez pytania, pozwolenia lub zaproszenia? Rozumiem opcję, kiedy dziecko przychodzi i mówi „mamo weź to przeczytaj i powiedz co sądzisz, bo ja nie rozumiem”. Taki komunikat od dziecka świadczy, że jesteś dla niego ważny/a, że ci ufa i wie, że może przyjść do ciebie po wsparcie. A co jeśli tego nie robi i ty nie wiesz, co dzieje się w jego życiu, bo nie chce ci o tym opowiedzieć?

Moja propozycja

Najpierw odpowiedz sobie na kilka pytań:

  1. Co jest dla mnie ważne? Jakie wartości wyznaję?
  2. Jakim rodzicem chciałbym być dla mojego dziecka?
  3. Jak wyobrażam sobie swoją relację z dzieckiem teraz, jak za 5 lat, a jak za 10 lat?

A później zrób jedną rzecz, którą jest bardzo łatwo napisać, a okazuje się, doświadczeniem wielu rodziców, że jest bardzo trudna do wykonania.

Spędź z dzieckiem 15 minut dziennie, poświęcając mu te 15 minut w 100%. Bez odrywania wzroku od jego twarzy, bez zaglądania do telefonu, gazety, książki, telewizji, czegokolwiek co mogłoby odciągnąć twoją uwagę od dziecka. Porozmawiaj, spróbuj poznać jego świat, znajomych, zainteresowania itp. Nie oceniaj. Nie krytykuj. Nie osądzaj. Nie traktuj z góry. I po miesiącu sprawdź jakie będą efekty w waszej relacji.

WSZYSCY rodzice, którzy naprawdę rzetelenie wzięli się za to ćwiczenie, zauważyli po miesiącu, że ich relacja z dzieckiem jest o wiele lepsza. Może czas na Ciebie?

Punkt drugi. Również trudny.

Zrozumieć  trzeba jedną rzecz. Dzieci zasługują na zaufanie i posiadanie swojego własnego świata. Tylko w ten sposób rozwiają swoją samodzielność i osobowość. Potrzebują autorytetu i przewodnika w osobie rodzica, ale nie żandarma z obozu pracy, który będzie zaglądał w każdy kąt ich życia. Czy jesteś gotowy na to, aby tym zaufaniem dziecko obdarzyć i mówiąc krótko odczepić się od jego prywatności, jeśli cię do niej nie zaprasza? Bo wiesz, wcale zapraszać cię do niej nie musi, albo może zaprosić tylko trochę, albo tylko na chwilę. Potrafisz? Ktoś mi powie, że kontroluje wpisy/ rozmowy/smsy swoich dzieci i tylko dzięki temu dowiedział się, że dziecko miało mysli samobójcze albo się samookalecza, albo ćpa albo to albo tamto. Chciałabym zrzucić takim rodzicom bombę na głowę – gdzie byłeś wcześniej, że dopiero teraz i to w taki sposób się o tym dowiedziałeś? Ale staram się rozumieć, że wiele rzeczy w zabieganym życiu można przeoczyć, nawet własne dziecko. Odkrycie, że dziecko ma poważniejszy problem, nie jest jednak usprawiedliwieniem dla naruszania prywatności tego dziecka. To ten poważniejszy problem jest sygnałem dla rodzica, że relacja wymaga naprawy.

Bo jeśli czytasz prywatną korespondencje, albo pamiętnik, to czy nie jest czas najwyższy abyś zainstalował w komputerze/telefonie swojego dziecka program szpiegowski, który będzie zapisywał wszystkie wiadomości i przesyłał je do ciebie na komputer? Może posuń się też dalej – nagrywaj rozmowy głosowe swojego dziecka, przecież ono nie o wszystkim pisze. Założ też podsłuch w jego pokoju, a także śledź dziecko gpsem, żeby mieć pewność, że na pewno poszło z koleżanką po nową bluzkę. Poczujesz się spokojniejszy, to pewne. Ale stracisz dziecko. Może warto więc zacząć od przyjrzenia się samemu sobie.

Naukowcy zbadali ten temat. W dużym skrócie – dzieci, które były najbardziej kontrolowane przez swoich rodziców, podejmowały najwięcej ryzykownych działań. Dzieci rodziców, którzy olali temat i pozwalali dzieciom na wszystko, były na drugim miejscu pod względem podejmowanego ryzyka (negatywnego ryzyka). Dzieci rodziców, którzy okazywali dzieciom najwięcej uwagi, nie narzucali kontroli, ale omawiali z nimi wszystko (tłumaczyli, rozmawiali, byli czujni ale nie nadgorliwi, nadopiekuńczy), podejmowały najmniej ryzykownych działań. Nie potrzebowały tego.

Uważność, nie kontrola.

Czujność, nie nadopiekuńczość.

Miłość, bliskość, nie dyktatura lub olewanie.

 

PS. Nie pisz przypadkiem „dobra, dobra, pogadamy za kilka lat jak sama będziesz miała nastolatka w domu”. Tego typu słowa nie świadczą o mnie, bo ja wyznaję zasadę – każdy zasługuje na szacunek, zwłaszcza dzieci. Twoje słowa świadczą o tobie i tym, jak próbujesz bronić swojego postępowania. Rozumiem, że ciężko może być przyznać przed samym sobą, że popełniło się błąd. Większość błędów można naprawić, na szczęście. I wiesz – dzieci mają doskonałą zdolność wybaczania nam naszych błądów. Chcą, żeby je kochać. Pomyśl o tym.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *