Czy wiesz, że NAPRAWDĘ nic się nie wydarzy?

„Kiedy młodzi rodzice pytają mnie, kiedy ich życie wróci do normy, odpowiadam im, że to jest ich nowa norma.” Jakoś tak to było. To moje hasło przewodnie od kilku tygodni.

fot. Prayitno CC

 

Opowiem jak jest u mnie i bardzo proszę, nie odnoście tego do siebie i swojego życia, bo każda z nas jest inna.
Aby działo się dobrze w naszym życiu, muszą zaistnieć warunki adekwatne ku temu. Czyli po prostu musi być stabilnie, bezpiecznie, musimy czuć się kochane, itp.,(w zależności od potrzeb) żebyśmy mogły zająć się sobą. W czasie kiedy jesteśmy mamami małych dzieci to nie jest łatwe, czasem okazuje się to być niemożliwe. My i nasi partnerzy jesteśmy zestresowani samym faktem posiadania dzieci. Same wiecie, jak rodzicielstwo potrafi dać po dupie. A my nawet w te dni, kiedy jest tak bardzo trudno, wyrzucamy sobie wszystko np. nie zrobiłam prania, podłoda znów do cholery nie umyta, nie poćwiczyłam, boże jestem taka zła, muszę zjeść coś słodkiego, kurwa znowu zjadłam coś słodkiego, na cholere mi to, przecież miałam być na diecie! I tak można by długo jeszcze wymieniać, no nie? Mnie to w pewnym momencie doprowadziło do samej ściany. Długo, długo myślałam, aż wymyśliłam, co z tym fantem zrobić.
1. AKCEPTACJA. Czyli sytuacja jest jaka jest, ona się zmieni, ale dopiero za jakiś czas i NIE MASZ wpływu na ten czas, ale masz wpływ na jego jakość. Akceptacja to też pogodzenie się z tym, że czasem mamy mnóstwo energii i okoliczności sprzyjają, a czasem dzień jest do dupy i trzeba go po prostu przetrwać bez wyrzutów sumienia.
2. KURS NA CEL. Tu mi bardzo pomógł kurs Pani Swojego Czasu. Przerobiłam razem z nim i samą sobą, o co mi w życiu chodzi. Cel to nie musi być, coś co przynosi efekt łał taki, że klęka cała ziemia. To ma być łał dla nas. Sukces to nie jest podbijanie świata. Sukces to coś, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwe. Więc zastanowiłam się, co sprawia, że jestem szczęśliwa. I zaczęłam to robić. Wcale nie regularnie, wcale nie odhczałam tego na liście nawyków. Robię to wtedy, kiedy codzienność pozwala, a nie na przekór niej.
Wyznaczyłam sobie cele małe, duże, nie przywiązując się jednak do nich mocno. Mam świadomość, że wiele rzeczy „utrudnia” mi teraz dojście do tych celów, choćby terapia mojego syna, humory dzieci, a nawet to, że czasem zarywamy dzień i jedziemy samochodem gdzieś za miasto czy w miasto, żeby się zrelaksować i złapać dystans. W sieci możesz przeczytać mnóstwo porad dotyczących organizacji czasu, organizerów, plannerów i innych kartek nawyków itp., ale one są nieadekwatne do sytuacji. Mama małego stworzenia nie będzie miała żadnej regularności w swoim życiu dopóki ta regularność nie nadejdzie z wiekiem dziecka. Stąd się wziął trzeci punkt czyli
3. ELASTYCZNOŚĆ pozwalam sobie na to, póki dzieci są małe. Marzę o tym, aby mogło być tak dalej, gdy będą duże. Plany które spisuję sobie na kartce czy plannerze, są tylko moją osią działań. Dlatego nie przeraża mnie już ilość rzeczy, które zapisuję jako „zrobię dziś”. Zaakceptowałam to, że zapisuję je dlatego aby o nich pamiętać, a nie aby je zrealizować mimo wszystko. Pozwalam sobie odpuścić wiele rzeczy w imię tego, aby atmosfera w domu była dobra. Bo RELACJA w rodzinie jest ważniejsza, niż obowiązki, lista „To Do” i wszelkie inne rzeczy. W skali życia rzeczy nie mają znaczenia, a rodzina, skoro już się na nią zdecydowałam, po prostu JEST najważniejsza.
Co nie znaczy, że mam zapomnieć o sobie.
4. PAMIĘTAĆ, ŻE JESTEM KOBIETĄ, NIE TYLKO MATKĄ. Dbam o sobie dla siebie, nie dla innych. I to nie znaczy, że zapieprzam jogging po okolicy codziennie, codziennie wstaję o świcie i się maluję, albo napierdzielam 300 pompek o podłogę i całe treningi interwałowe, siłowe i bugjedenwiejakiełowe. Dbam o siebie, aby czuć się dobrze. Kiedy mam siłę, ćwiczę. Kiedy mam ochotę, maluję się. Kiedy mam wenę piszę posty na bloga i tworzę. Kiedy mam ochotę leżeć na kanapie, leżę i oglądam film (w kawałkach bo Jadzia się budzi jeszcze cyklicznie). Kiedy mam ochotę zjeść serniczek z Lidla(jak teraz), to go wciągam aż uszy się trzęsą, a kiedy mam ochotę na fit jedzenie, to po prostu je jem. Dlatego że mam stresujące życie, jakim jest bez zaprzeczenia wychowywanie malych dzieci.
5. REFLEKSJA jest kolejnym punktem, który się staram realizować. Czyli, czy to co robię, jest DLA MNIE wartością i priorytetami. Czy to jest ważne? Czy to, co robię, do czegokolwiek mnie prowadzi? Co z tego ja bądź moi bliscy będziemy mieli? To są ważne pytania. Bo jeśli, prozaicznie, kobieto, nie zdążyłaś wstawić prania/zmywarki wieczorem, a masz ochotę po prostu się położyć i obejrzeć film, to ta pralka i zmywarka nie są ważne. Dla mnie ważniejszy jest odpoczynek, bo wiem, że tylko ten odpoczynek dla mi siłę na następny dzień. Jasne, możemy długo dyskutować o tym, że zrobienie tego prania czy zmywania to tylko chwila. Bo to prawda, to tylko chwila. Tylko że, jeśli tu w tym momencie masz po dziurki w nosie wszystkiego i chcesz odpocząć, to twoje całe JA woła, aby odpocząć, a nie zasuwać na szmacie, mopie, talerzu czy w pralce. Rozumiesz o co mi chodzi? Co jest dla Ciebie wartością? To co inni powiedzą, pomyślą, czy to co ty czujesz? Czy w skali twojego całego życia to pranie ma znaczenie? NIE. Czy jeśli pozwolisz sobie odpocząć, odeśpisz ciężki dzień itp, a twoje dzieci będą miały lepsze jutro, bo mama będzie wyspana i taka niedrażliwa, to CO JEST WAŻNIEJSZE?

Czy to wszystko oznacza, że według mnie możemy dowolnie obżerać się dobrym jedzeniem, zapuszczać mieszkanie, nic nie robić i raczyć się dobrym alkoholem czy innymi smakołykami? Nie. To oznacza tylko jedno, potrzebna nam jest

7. KONTROLA nad sobą. Jeśli wpadamy w ciąg „Leżę&Żrę&Piję&Nic nie robię” to jest bardzo mocny bodziec, aby przyjrzeć się ostatnim miesiącom w naszym życiu i poszukać, co sprawiło, że czujemy się tak źle, że naprawdę nic nam się nie chce. Utrata radości z życia jest bardzo ważnym tematem i nie wolno go bagatelizować!
Ale jeśli czujemy po prostu spadek energii, chwilowy dół czy zmęczenie, to naprawdę nie miejmy wyrzutów. że nam się po prostu nie chce. Uważam, że w życiu bardzo ważne jest, aby utrzymać balans we wszystkim.

Ostatnim niesamowitym punktem jest
8. ODPOWIEDZIALNOŚĆ nie jesteś odpowiedzialna za to, czy twój mąż ma wyprasowaną koszulę i kanapki do pracy. Ani za to, czy twoje dzieci mają odrobioną pracę domową i są przygotowane do szkoły. Ani także za to, czy wigilia czy inna uroczysta okazja przebiega w 100% zgodnie z planem. WSZYSTKO MOŻESZ, NICZEGO NIE MUSISZ. Naprawdę. Mówię, to jako mama trójki dzieci nie żyjąca w luksusie. MOŻESZ. Jeśli lubisz robić mu kanapki, a on to docenia, to fantastycznie! Ale nie musisz ich robić po prostu. To nie jest twój obowiązek. Kultura zrobiła nam krzywdę – wepchnęła nas wszystkich w role, które bezwiednie reprodukujemy, a one nie mają sensu. Na twojego męża wcale nie musi czekać ciepły obiad i wysprzątane mieszkanie. Może, ale nie musi. Bo ty jako matka dziecka, które masz w domu, naprawdę nie musisz stawać na głowie, aby wszystko chodziło jak w zegarku. Potężnym problemem nas kobiet jest silne przekonanie, że JESTEŚMY ODPOWIEDZIALNE za absurdalną ilość rzeczy.
Zadam ci jedno pytanie

czy wiesz, że jeśli nie zrobisz obiadu, to świat się nie zawali, a twój partner nie umrze z głodu?

zostawiam cię z tym.
powtórzę tylko

NIE MUSISZ NIC, MOŻESZ WSZYSTKO
ps. nie jesteś z tym sama. WSZYSTKIE przeżywamy to samo. Nie duś w sobie, szukaj wsparcia. Nie jesteś sama.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *