Byłam na odwyku od mediów i technologii

Lubujemy się w skrajnościach i przesadzie. Tak też jest z technologiami i mediami. Często osądzamy negatywnie samych siebie za korzystanie z nich. „Uzależniona!” krzyczymy wściekle, albo szepczemy z przerażeniem. Dlatego też postanowiłam przetestować na sobie polecany przez niektórych i różne fundacje odwyk od technologii. Byłam bardzo ciekawa, czy będzie to dla mnie trudne czy łatwe przedsięwzięcie. A zwłaszcza jakie pytania i odpowiedzi mi ono przyniesie.

Nie użyłam smartfona, telewizji, ani głośnika blue-tooth. Komputera też nie. Żadnej fotki, żadnej aplikacji. 52 godziny. Tyle trwał mój testowy odwyk. Czy jest on nam potrzebny? Czy wszyscy jesteśmy uzależnieni?

Na końcu tego postu jest wisienka na wegańskim torcie – odpowiedź na pytanie o uzależnienie 😉

Na swoim fanpage’u opublikowałam post, w którym postawiłam kilka pytań przed przystąpieniem do eksperymentu. Publikuję je poniżej już razem z odpowiedziami.

1. Czy się da, a jeśli tak, to jak bardzo jest to upierdliwe dla przeciętnego człowieka? Da się jak najbardziej, czy jest to upierdliwe? Zdecydowanie. W smartfonie mam mnóstwo aplikacji, z których korzystam na co dzień. W czasie tych dwóch i pół dnia nie mogłam sprawdzić stanu konta, zrobić zakupów przez internet, policzyć czegoś na kalkulatorze, sprawdzić czegokolwiek w swoim kalendarzu, znaleźć przepisu na danie na obiad i ciasteczka, które chciała zrobić moja córka. Nie mogłam się też skontaktować z większością ludzi, z którymi rozmawiam codziennie. Nie mogłam też włączyć ulubionej muzyki, ponieważ aplikacja Spotify jest w moim telefonie i telewizorze i komputerze. Nie trzymam płyt na półkach, a nawet jeśli, to nie mogłabym ich włączyć, ponieważ musiałabym skorzystać z technologii jaką jest odtwarzacz CD i głośniki. Nie oglądałam też wiadomości, nie wiedziałam więc, co dzieje się na świecie, nie mogłam umówić dziecka na szczepienie, ponieważ kalendarz mam w aplikacji Google. Nie mogłam też sporządzić listy koniecznych zakupów, ponieważ aplikację do tego mam w telefonie (zintegrowaną z telefonem mojego męża – listy przygotowujemy wspólnie). Nie miałam też dostępu do listy zadań, a także nie mogłam zaplanować dokładniej naszego wyjazdu, sprawdzić informacji, zasięgnąć opinii, a nawet dowiedzieć się, czy faktycznie mojej córce mogą wychodzić 4 zęby na raz. Czy to przeżyłam? Zdecydowanie. Czy da się tak funkcjonować? O tym w następnej odpowiedzi.


2. Czy ma to sens – jakie plusy może dać takie doświadczenie i jakie minusy? A co było trudne do ocenienia jako pozytywne czy negatywne? O czym myślałam bez dostępu do mediów? Minusy – nie mogłam zrobić wielu rzeczy, które wykonuję na co dzień. Było to bardzo uprzykrzające i wiem ze 100% pewnością, że odcinanie się od tego na dłuższą metę (o ile nie wyjeżdżamy do jakiejś głuszy na podróż życia) nie ma sensu. Jakie więc plusy? Jest ich kilka. Przede wszystkim takie krótkie odcięcie się od technologii pomaga przypomnieć sobie czym jest uważność – skupienie na sobie, na najbliższym otoczeniu – przyjaciołach, rodzinie, partnerach, dzieciach. Ale zwłaszcza na sobie. Okazało się, że mam mnóstwo wolnego czasu. Chwyciłam więc po to, co mi zostało – po książki. W ciągu 52 godzin udało mi się przeczytać dwie. Specjalnie chwyciłam po publikacje, które wspomagają skupić się na sobie, jako na człowieku. Takie krótkie odcięcie się dało mi możliwość złapania dystansu, oddechu, odcięcia się od życia innych ludzi i życia ich życiem. Korzystając z mediów społecznościowych w sposób hmm… nieuporządkowany? „Niezdyscyplinowany”? Bez silnie określonego celu, bardzo łatwo popadamy w „a jeszcze spojrzę tutaj”. Umyka nam sporo z tego co jest naprawdę ważne. Takie odcięcie się na chwilę może znacznie pomóc ułożyć kilka kwestii w głowie – przypomnieć sobie nasze wartości, zainteresowania, skłonić do przemyśleń.


3. Co myślę o mojej częstotliwości korzystania z mediów społecznościowych po 2 dniach przerwy? Sądzę, że korzystam z nich sporo, bardzo dużo kwestii rozwiązuję przy użyciu np. smartfona. Nie oceniam tego jednak jako czegoś złego. Wręcz przeciwnie – uważam, że jest to jak najbardziej użyteczne i wpisujące się w idęę, którą bardzo lubię – smart living (niedługo będę o niej pisać dla was więcej).


4. Czy zmieni się moje postrzeganie jakichś kwestii w moim życiu? Czy patrzę na coś z innej perspektywy? Jeśli tak to na co? Zmieniło się przede wszystkim postrzeganie samej siebie. Do tej pory sądziłam, że telefon odciąga moją uwagę od dzieci. Na szczęście okazało się, że to nieprawda. Mimo braku telefonu i uwadze skupionej na nich, płakały tyle samo co wcześniej… A tak na poważnie był to fantastyczny trening uważności, refleksji. Sądzę, że naprawdę zdarza nam się zbyt często skupiać na życiu innych ludzi, zamiast na swoim. Nie uświadamiamy sobie tego, bo przecież „a tylko skroluję tablicę”. Po 2 dniach złapałam taki dystans do np. fejsbuka, że dziś tablicę przeglądam ze znacznie mniejszą uwagą. Bardziej i częściej myślę o sobie i tym jak czuć się szczęśliwą, niż biorę udział w kolejnej dyskusji właściwie o niczym.


5. Co sądzę o powiadomieniach z aplikacji? Odpowiedź na to pytanie mam zanotowaną już dawno, a „odwyk” tylko mnie ugruntował w tym przekonaniu – bezwzględnie wyłączyć absolutnie wszystkie powiadomienia z aplikacji w telefonie. Znacznie lepiej i zdrowiej jest świadomie korzystać z tych aplikacji, gdy uruchamiamy je dlatego że chcemy, a nie dlatego że „coś” nas popycha, aby zajrzeć „no bo przecież mam 4 nowe wiadomości”. Absolutnie żadna z nich nie jest tak ważna, żeby zaglądać do niej tu w tym momencie.

6. Co czuję świadomie „odcięta” od mediów, gdy inni wokół mnie z nich korzystają? Było trudno. Kocham muzykę i ciężko było jej nie słuchać, ciężko było nie korzystać z tego co było dla mnie normą. Nie powodowało to we mnie niepokoju, żalu czy czegokolwiek takiego. Fantastycznie ćwiczyło moją samodyscyplinę – prawidłowe nawyki. Wielokrotnie w ciągu dnia pojawiała się jednak w mojej głowie myśl „ciekawe co tam/ sprawdziłabym to i tamto/ zapisałabym tę myśl”. Znam jednak przyczynę tych myśli – bardzo dużo czasu spędzam sama z dziećmi i brakuje mi kontaktu z dorosłymi ludźmi. Wniosek – warto sprobówać znaleźć odpowiedź na pytanie „dlaczego to robię? do czego tego potrzebuję?”

Czy jestem uzależniona? Czy wszyscy jesteśmy? Czy każdy z nas powinien frunąć na odwyk?

Musimy zdać sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy. Naprawdę mamy skłonność do przesady, zwłaszcza w używaniu różnego rodzaju określeń. Podobnie jest z kwestią uzależnienia od technologii. Uwielbiamy szafować tym określeniem, jakby miało ono albo nas usprawiedliwić albo dodać prestiżu. W każdym razie uzależnienie dotyczy naprawdę małego procenta, bo chyba 3 dokładnie. Na całe społeczeństwo. Nie znaczy to, że problemu nie ma, ale słowo „uzależnienie”, to nie jest takie coś, czym można rzucać jak mięsem. Musimy zdać sobie sprawę, że bardzo groźne, zwłaszcza w kontekście młodzieży, jest wmawianie sobie i innym, że czujemy i robimy coś, co jest obciążeniem na całe życie.

Najprawdopodobniej nie jesteś uzależniony/a, tylko masz nieprawidłowe nawyki, a nawyki można zmienić w każdym momencie. Żeby jednak mieć świadomość nawyków, trzeba umieć spojrzeć na siebie i swoje działania z dystansu. Dystansu nabrać można na różne sposoby. Jednym jest właśnie takie odcięcie się od mediów. Inne zaproponuję w swoim czasie 😉

Przeczytałam ostatnio komentarz jednej matki. Pozwolę sobie zacytować jego fragment.

„Mam serdecznie dosyć już tego pierdolenia o relacjach, komunikacji. Kiedyś ludzie żyli normalnie. Mieli zasady, a dzieci się słuchały. I wszyscy żyli i byli szczęśliwi!!! Przestańcie wmawiać ludziom jak mają rozmawiać z innymi! A już zwłaszcza z własnymi dziećmi!”

Nie. „Pierdolenia” o relacjach i komunikacji nigdy nie będzie za mało. Technologia zasuwa do przodu tak szybko, że nie zdążycie wszyscy mrugnąć powiekami, a już w sklepach będą np. inteligentne lodówki. Relacje międzyludzkie zaś będą jeszcze dalej w tyle niż są teraz.
Technologie będą ułatwiać nam życie jeszcze bardziej niż robią to teraz, dosyć już więc dyskusji czy jesteśmy uzależnieni, czy nie. Czas zacząć patrzeć w dobrym kierunku – jak dobrze wykorzystywać technologie, jak wzmacniać kontakty międzyludzkie, jak zaszczepiać wartości, które będą chronić nas jako ludzi i planetę, która nas nosi. Postępu technologicznego nie zatrzymamy, bo też i po co. Fajnie by było jednak, gdybyśmy jako wartościowi ludzie, byli krok przed nią.

PS Hasło „uzależnienie od internetu” ma w Google 8 060 000 wyników. Pozwolę sobie więc na bardzo kontrowersyjny wniosek – za każdym naprawdę uzależnionym od różnych rzeczy (w tym mediów) dzieckiem, stoi rodzic, który to dziecko zaniedbał w swojej miłości i w budowaniu dobrej, wspierającej relacji. Musimy więc o tym budowaniu mówić codziennie. CODZIENNIE. AŻ DO ZNUDZENIA. Zamiast pisać kolejne artykuły typu „objawy uzależnienia u twojego dziecka” piszmy „rodzicu nie spierdziel wychowania”.

Jak to powiedział prof. Janusz Heitzman* „Nie ma tabletki na brak komunikacji w rodzinie.”

prof. Janusz Heitzman jest wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i dyrektorem Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. W jednym z ostatnich wywiadów sygnalizował, że polska młodzież jest na drugim miejscu w Europie pod względem samobójstw dokonanych; jest to problem narastający – 30% młodych ludzi w Polsce wymaga opieki psychiatrycznej lub psychologicznej.

Pomyśl o tym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *